Dziecko w złotej klatce

„No bo jak można sweterek za 300 zł podrzeć na drzewie? Otóż można”. Dziecko ma piękny pokój, markowe ubrania, podwózkę do szkoły i dorosłych gotowych rozwiązać każdy problem. Ale czy może samo poznawać świat? Prof. Mariusz Jędrzejko przekonuje, że chroniąc dzieci przed każdym wysiłkiem, można pozbawić je doświadczeń potrzebnych do samodzielnego życia.

Pedagog i socjolog, pracujący z dziećmi, młodzieżą i rodzicami, używa określenia „złota klatka”. Nie chodzi w nim o brak troski. Przeciwnie: o życie tak wygodne i tak dokładnie urządzone przez dorosłych, że dziecku pozostaje niewiele okazji, by coś zrobić, wypróbować lub odkryć samemu

Złota klatka, czyli wszystko oprócz swobody

Sweterek, którego nie wolno pobrudzić. Buty, w których nie można wejść na płot. Zabawa kończąca się wtedy, gdy istnieje ryzyko zadrapania kolana lub podarcia spodni.

„Chcemy dziecko opakować w złotą klatkę” — pada w rozmowie o współczesnym wychowaniu. Tymczasem dzieci potrzebują także drzew, krzaków, kałuż i zwykłego podwórka. Przestrzeni, w której mogą eksperymentować, poruszać się i uczyć własnych możliwości.

Można wyposażyć pokój w najdroższe zabawki, a cały dzień zaplanować od rana do wieczora. Jeśli jednak każda decyzja należy do dorosłych, dziecku pozostaje korzystanie z gotowego świata. Czy luksusowe otoczenie wystarczy, by czuło się w nim szczęśliwe?

Plecak, autobus i droga do szkoły

Rano rodzic bierze plecak, niesie do samochodu, odwozi pod szkołę. Po lekcjach czeka przy bramie. Wygodnie, szybko, bez komplikacji. Tylko kiedy dziecko ma nauczyć się samo organizować swoje sprawy?

„No to jest twój plecak, to jest twoja wiedza”.

Zamiast wyręczać przy każdej okazji, można stopniowo uczyć odpowiedzialności za własne rzeczy i drogę do szkoły, odpowiednio do wieku i możliwości dziecka.

Pierwsza samodzielna podróż autobusem to nie tylko dotarcie do celu. Trzeba zapamiętać numer linii, rozpoznać przystanek, wiedzieć, gdzie wysiąść, co zrobić, kiedy coś pójdzie inaczej niż zaplanowano. Właśnie z takich drobnych doświadczeń składa się samodzielność.

Nie zabierajmy dzieciom trudności

Przed laty córka profesora wspięła się na wysoką jodłę. Rodzina zaczęła wołać o drabinę. Ojciec wspomina, że nie ściągał dziewczynki siłą, lecz przez długi czas pomagał jej znaleźć drogę w dół, podpowiadając, gdzie postawić stopę. W jego pamięci pozostała nie tyle sama wspinaczka, ile wysiłek i ulga po pokonaniu trudności.

„Ono musi ryzykować, tylko że trzeba go uczyć mądrego ryzyka”.

Nie oznacza to pozostawiania dziecka bez pomocy w niebezpiecznej sytuacji. Chodzi o stopniowe zdobywanie umiejętności: najpierw niski murek, potem trudniejsza przeszkoda, zawsze z pomocą i zabezpieczeniem odpowiednim do sytuacji.

„Czyli wszystko robimy etapowo”.

Tak samo z rowerem, drogą do szkoły czy pierwszym wyjściem bez rodziców. Nie da się nauczyć odwagi, przejmując każdą decyzję za dziecko.

„Ja zrobię to szybciej”

W domu złota klatka wygląda mniej efektownie. Dziecko zaczyna sprzątać, ale rodzic poprawia. Próbuje przygotować kolację, lecz robi bałagan. Składa ubrania za wolno. „Dobra, ja zrobię to szybciej, dobra, nie mam czasu”.

Za pierwszym razem wykonana praca może być niedokładna. Za drugim — trochę lepsza. Dopiero kolejne próby przynoszą wprawę. Kiedy dorosły zawsze przejmuje zadanie, odbiera dziecku również okazję do nauczenia się go.

Dlatego nawet mały Krzysiu, syn profesora, pomaga odkładać klocki i podlewa kwiaty swoją konewką. Nie chodzi o perfekcyjnie posprzątany pokój czy idealnie podlane rośliny. Chodzi o uczestniczenie w życiu domu od najmłodszych lat.

„Dzieci są niezwykle dumne z tego, co zrobią, jeśli my je wzmacniamy”.

Od małych obowiązków do własnych decyzji

Do ośrodka przyjeżdża nastolatka z nowymi tipsami. Słyszy, że będzie doiła kozy. Protestuje, bo paznokcie nie pasują do takiej pracy. Odpowiedź jest prosta: kozy nie interesują jej tipsy. W opowiedzianej historii dziewczyna ostatecznie wykonuje zadanie i odkrywa czynność, której wcześniej nie znała.

Samodzielność nie rodzi się dopiero w dniu osiemnastych urodzin. Przygotowuje się do niej przez sprzątanie własnych rzeczy, wspólne obowiązki, poruszanie się po okolicy i coraz poważniejsze decyzje. Nawet do pierwszej dyskoteki można przygotowywać nastolatka wcześniej: rozmawiać, ustalać zasady, dać mu okazję do stopniowego zdobywania doświadczenia.

Złota klatka ma jedną zasadniczą wadę: chroniąc przed każdym potknięciem, nie pozwala sprawdzić, jak sobie po nim poradzić. A przecież rodzice nie będą mogli przez całe życie nieść plecaka, podejmować decyzji i usuwać wszystkich przeszkód.

Może więc następnym razem, zamiast pytać „Jak zrobić to za dziecko?”, warto zapytać: „Co potrafi już zrobić samo — i czego mogę pozwolić mu spróbować?”

 

Źródła wypowiedzi: